Obejrzałam sobie film… (11 lutego 2008 r., poniedziałek)
By gosia • lut 11th, 2008 • Category: Dzień za dniem - blogowo, GosiaOczywiście szajby ciąg dalszy i nie zapowiada się na to, aby mi rzeczona szajba minęła. Hehe. Zaczęłam oglądanie Rocky’ego. Od dupy strony, czyli od ostatniej części. Poprzednie w miarę pamiętam, a chciałam zobaczyć ostatnie dzieło o Rockym Balboa. I muszę przyznać bez bicia, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Większość fabuły zajmuje obecne życie Rocky’ego, a samo mordobicie to właściwie ostatnia scena filmu. Ale jakże inne od poprzednich, gdzie mordobicie stanowiło gwóźdź programu!!! Tu krwi jakoś niewiele, zupełnie inaczej jest prowadzona kamera, 10 rund przelatuje jak z bicza trzasł, a nacisk położony jest na samą postać Rocky’ego. Na jego walkę z samym sobą, z chęcią udowodnienia światu, że jeszcze na wszystko go stać, choć lata już nie te i sił brakuje. Uśpiona do tej pory bestia w duszy Rocky’ego budzi się ostatni raz i ostatni raz błyska oko tygrysa. Czyste mordobicie zostaje usunięte na zupełnie daleki plan, a na przód wysuwa się psychologia. Albo autopsychoanaliza, jak kto woli. Słowa piosenki “it’s the eye of the tiger, it’s a thrill of the fight” nabierają zupełnie innego znaczenia. To już walka ze swoją słabością. Rocky walczy tylko po to, by utrzymać swe marzenia przy życiu. Nie chce ponownej sławy, tytułu mistrza świata ani innych splendorów. Najważniejsze są własnie marzenia same w sobie. Pragnął udowodnić sobie, że marzenia można spełnić w każdej chwili, tylko trzeba bardzo chcieć. I choć przegrywa, to jednak jest zwycięzcą. Ale z drugiej strony, w alternatywnym zakończeniu filmu, gdzie Rocky właśnie walkę zwycięża, to ten drugi, młody zawodnik zaczyna rozumieć sens walki. Że to nie tylko suche walenie po pysku, by koleś padł na deski. Że to coś o wiele większego, to walka właśnie przede wszystkim z samym sobą. I to alternatywne zakończenie bardziej mi się spodobało. Dobrze, że Stallone zrobił ten film 20 lat później. W latach 80-tych, gdy wszystkiego było “dużo za dużo”, opowieść ta miałaby zupełnie inny wydźwięk. Byłby to tylko kolejny film o mordobiciu, o pokazaniu siły fizycznej, bez zastanowienia się nawet, że można pokazać całą historię w zupełnie innym świetle. I to mi się spodobało. Chyba się starzeję…. Hihihihi
)
gosia is
Email this author | All posts by gosia




