13 lutego 2008 r., środa
By gosia • lut 13th, 2008 • Category: Dzień za dniem - blogowo, GosiaZnowu dopadły mnie refleksje po obejrzeniu kolejnego filmu z tym, na punkcie którego mam szajbę. Hehe. Blog zaczyna się zamieniać w filmowe recenzje. Ale szczerze mówiąc mam to głęboko w poważaniu. To jest mój blog, prywatny, na własnej krwi wyhodowany i będę tu pisać co mi tylko na myśl wpadnie. NO!! A właśnie wpadła mi refleksja po wczorajszym wieczorze w towarzystwie Tango i Casha. Tak, tak!! Oglądam też takie filmiki, dla popcornowej widowni, hihi. W końcu nie samym Bergmanem czy innym Kieślowskim człowiek żyje
Takie “odmóżdżacze” są potrzebne chociażby dla zwykłej higieny. Z tym zamysłem więc, by higienicznie, czysto i jałowo spędzić wieczór, otworzyłam czerwone winko półwytrawne, kalifornijskie, bowiem akcja filmu działa się w Kalifornii i okoliczności towarzyszące musiały byc dopasowane. I cóż zobaczyłam? Grafomański scenariusz, wyświechtaną fabułę, sztampowych bohaterów oraz zupełnie nieprawdopodobne zwroty akcji, hihihi
Jednakże gwiazdy wzięte do obsady były sympatyczne, operator zdolny, montażysta sprytny i wyszedł z tego zupełnie niezły hicior. Z całkiem fajną muzyką. A co z tego, że banalny?? Fabuła praktycznie nie ma tu znaczenia, najważniejsze było pokazanie dwóch gwiazdorów, robiących sobie jaja z własnych ról. O, np. taki tekścik, skierowany w jednej ze scenek do Stallone: ” za kogo ty się kurwa uważasz? Za Rambo?” “Rambo to ciota”. Hihihi. Jest to arcykretyńskie, ale jednak ma swój smaczek. Albo taki kwiatek: “Nie znasz się na elektryczności?” “Nie”. “Dopóki nie dotkniesz ziemi, trzymając się kabla, nie popieści cię. Racja?”. “Nie wiem”. “Ja też nie wiem”. Hihihihi. No ja też nie wiem. Osobista styczność z prądem nie należy do moich ulubionych zabaw. Kiedyś już mnie nieźle popieściło, miałam wtedy bodajże z 6-7 lat i do dziś pamiętam. Cud, że mi po tym włosy kręcone nie zostały, bo musiałabym prostować. A rano nie mam czasu. Wolę więc nie sprawdzać i kabli żadnych trzymać nie zamierzam. Hehehe
)) A wracając do filmu, to zapierające dech w piersiach są również błędy montażowe – np. w scenie ucieczki z więzienia, gdy Tango rozpędza się, by zjechać po kablu. W tym ujęciu, gdy biegnie po dachu, nic w buźce nie ma, natomiast już w kolejnym, podczas skoku, już w ząbkach pasek trzyma. Hihi. A w ogóle to bardzo miłe więzienie, skoro więźniom wolno zatrzymać pasek do spodni, by potem spokojnie mogli sobie uciec po tym kablu. Bo już w Prison Break pasków nie mieli i biedny Michael Scofield musiał się cały wytatuować i tunel wykopać, by móc zwiać. A wystarczyłoby mu pozwolić zatrzymać ten nieszczęsny pasek, to chłopak zjechałby po kablu i cześć pieśni. Tylko nie byłoby serialu. Nawet jednego sezonu, nie mówiąc już o tym, że właśnie leci trzeci. Się mi rymnęło, hihi
Ech… te moje dygresje… Reasumując, lajtowe filmiki bardzo przyjemnie się ogląda. Wybacza się tę ich kiepskość właśnie dlatego, że są przyjemne dla oka. Sly i Kurt hasają po ekranie, sadzą gagi, walą zabawnymi tekstami i udają spektakularne sceny kaskaderskie. Grunt, że są. I o to chodzi. Jałowo, czysto i higienicznie
)))
gosia is
Email this author | All posts by gosia




