Naglowek

Ballada pociągowa, czyli efekt pingwina (19 listopada 2008 r., środa)

By gosia • listopada 19th, 2008 • Category: Dzień za dniem - blogowo, Gosia


Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku kamień zielony, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…

Tak. I to było na tyle. Piosenka piosenką, a tak zwany “real”, czyli szara rzeczywistość, wygląda zupełnie inaczej. Przynajmniej moja rzeczywistość. Wpycham się co rano, bardzo wcześnie rano (to tak na marginesie), do elektrusia, zwanego pieszczotliwie “żółtkiem”. Choć ostatnio częściej jeździ czerwony…  Nieważne. Grunt, że się wpycham. “Pociąąąąąąg osoooobowyyyy z Bolesłaffffffcaaaaa wjeeeeedzie-dzie na torrrrrrr przy peronie-nie trzecimmmmm-cim-cim” czka pani zaspanym głosem przez głośnik. Bardziej domyślam się niż rozumiem, co powiedziała. Wyczkała. Wychrypiała. Na dźwięk głośnika zaspany tłum na peronie od razu się ożywia i ustawia przy samej krawędzi. Bo kto pierwszy ten lepszy. Ten zajmie miejsce w środku wagonu, przy oknie, przy grzejniku (bo częściej nie grzeją niż grzeją, ale statystycznie rzecz ujmując w pociagach jest ciepło). Haha!! Wpycham się tak szybko, jak tylko mogę i zajmuję strategiczne miejsce w środku wagonu. Byle dalej od łupiących nieprzerwanie drzwi. Czasami niestety nie udaje mi się i przez całą drogę trzaskają mi nad głową. I nie mogę wyjść ze zdziwienia, że na 75 -cio kilometrowej trasie, w ciągu półtorej godziny przez pociag przewalają się takie tabuny… Do toalety. Z toalety. Do wyjścia. Od wyjścia. Wagon dalej. Wagon bliżej. Do tyłu. Do przodu. Na koniec składu. Na poczatek składu. I to wciąż ci sami… owsiki kurde mają czy co? Hemoroidy??  ADHD?? Psychozę maniakalno-depresyjną?? Ten niewielki odsetek siedzących spokojnie zakłada słuchawki na uszy, nakrywa się kurtką po czubek nosa i udaje, że śpi. No, czasami faktycznie udaje się  przysnąć na moment, ale zaraz przylatuje konduktor. Miesięczny?? Miesięczny. Łup drzwiami. Chwila ciszy, koła tak-to-to tak-to-to tak-to-to miarowo, więc zapadam w drzemkę. Trzask. Miesięczny?? MIESIĘCZNY!! ŁUP. TRACH. Że aż strach ;)

Dojeżdżamy do Wrocławia. Za oknami niemrawy świt. Na dworcu godziny porannego szczytu. Na peron z pociągu wylewa się szara, ziewająca, zbita masa i truchcikiem biegnie do schodów. Niestety ich moc przerobowa jest stanowczo za mała, więc błyskawicznie tworzy się zator. Tłum truchta w miejscu, kołysząc sie na boki, ale o dziwo powolutku przesuwamy się do przodu. Też truchtam i czuję się jak pingwin. Rozkołysana, rozkiwana fala wolno, acz miarowo, spływa schodami w dół. Hol błyskawicznie zapełnia się pingwinami spływającymi z pięciu peronów. Tu tworzymy już dwa strumienie, wypływające do wyjścia i wpływające do holu, by dostać się na perony. Trzeba szybko włączyć się do właściwego strumienia, bo prawa strona nie obowiązuje i pierwszeństwo mają wszyscy  ;)  Unikając zderzenia z falą z przeciwka udaje mi się wskoczyć do właściwego strumienia i za chwilę, wypchnięta przez tsunami rozkiwanych w pędzie pingwinów, docieram do wyjścia. Wprost w objęcia szarej, zasnutej listopadową mgłą rzeczywistości.

1 gwiadka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (3 votes, average: 4 out of 5)
Loading ... Loading ...

gosia is
Email this author | All posts by gosia

Zobacz podobne posty :

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

>

Szukaj nas w katalogach: