Naglowek

Zamek Kliczków, czyli facet w SPA

By Bartek • cze 30th, 2009 • Category: Bartek

 

Byłem w SPA.
Tak, dobrze widzicie, w TAKIM SPA co to kobiety bywają i robią sobie dobrze.
Ostatnio pomyślałem sobie, że ja też chcę zrobić sobie dobrze i już. Co prawda moje "męskie" ja twierdziło, że to "baby tylko jeżdżą", ale co tam – najwyżej baba jestem :)
Jak pomyślałem, tak i zrobiłem, dla celów uciszenia "faceta" we mnie stwierdzając, że jadę tylko w celach poznawczych, żeby wiedzieć co One w tym widzą.
A żeby zupełnie nie robić z siebie wariata zabrałem Gosię ze sobą (to jest moja wersja i jej będę się trzymał :D :D:D)

Dzień I:

Przyjechaliśmy koło godziny 13. Na dworze mokro, ponuro i zimno, mówiąc krótko żabami rzuca.
Zamek z zewnątrz robi wrażenie, ładny, zadbany, malowniczo położony. Zamkowy park rozbrzmiewa śpiewem przemoczonych ptaków i dźwiękiem kropli deszczu uderzających w liście drzew.

Wchodzimy do środka. Portier hotelowy kieruje nasz samochód na hotelowy parking, zabiera nasze bagaże i wnosi je do naszego pokoju. Pókój iście zamkowy, na oko tak ze 30 metrów. Duże drewniane łoże, stara szafa, wielkie okno – jak to mówią "Full wypas". W łazience natrysk, kibelek, umywalka i kolejne zaskoczenie  – czepki do kąpieli pod prysznicem i waciki kosmetyczne (wbrew pozorom wiem do czego się ich używa ;P)

Jako, że pora już odpowiednia (po 14-tej) decydujemy się na zejście do restauracji na obiad (wliczony w cenę pobytu). Kelner zaprosza nas do stolika i wręcza kartę mówiąc, że w cenie jest przystawka lub zupa, danie główne oraz deser, za resztę trzeba dopłacić (kto do cholery brałby jeszcze resztę, choć napoje to właśnie ta reszta). Otwieram kartę i przez chwilę nie wiem po jakiemu oni do mnie piszą:

"Pierś z indyka faszerowana serem i szynką w sosie beszamelowym, z frytkami i warzywami na parze" (że co ??), "Filet z łososia z sosem cytrynowym na kolumnie z ryżu i szpinaku" (ke ??). Wreszcie zdecydowałem się na żurek staropolski z jajkiem i kiełbasą oraz pierś z indyka, a na deser wziąłem wiśnie po parysku. Porcje "konkretne" :) Pod koniec myślałem, że pęknę, a jeszcze było przed deserem. Wiśnie po parysku okazały się wiśniami zalanymi ciepłym kisielem, a do tego gałka lodów śmietankowych oraz bita śmietana. Ogólnie obiadek – pychota.

 

Wreszcie nadszedł czas na zabiegi, więc pędzę na dół (gabinety SPA mieszczą się w piwnicach zamku). Tam sympatyczna Pani wręcza mi szlafroczek, papucie i…. stringi (Dzizas, co ja mam z nimi zrobić?!!!). Po dłuższej walce udaje mi się je wreszcie założyć.

Czas na pierwszy zabieg – kąpiel Kleopatry. Pani prowadzi mnie do jednego z pomieszczeń. Przytłumione światło, olejki i świece zapachowe oraz klimatyczna muzyczka w połączeniu z łukowymi sklepieniami pomieszczeń sprawiają niesamowite wrażenie. Na środku podświetlana wanna z hydromasażem. Pani prosi o zdjęcie szlafroka i wejście do wanny (ale psze pani, ja jestem prawie nagi :O) No cóż, chcąc nie chcąc rozbieram się i właże. Pani dolewa z dzbanuszka oślego mleka, włącza bąbelki i zostawia mnie na 20 minut. Minuty mijają, muzyczka relaksuje, strumyczki wody z dysz masujących szczypią lekko, a ja powoli odpływam (normalnie nirwana :) ) Niestety wszystko co dobre musi się skończyć. Wchodzi Pani. Podaje ręcznik i nową parę stringów (teraz już wiem co i jak – więc radzę sobie migiem.

Przechodzę do innego pomieszczenia. Na środku łóżko do masażu. Masaż relaksacyjny – tak pisze w programie. I faktycznie relaksujący baardzo. Pani delikatnymi rękami wodzi po skórze pleców i stóp, a ja poraz kolejny odpływam.

To koniec na dziś. Kolejne zabiegi jutro. Ubieram się i lecę do pokoju po kąpielówki (w cenie jest basen więc czemu nie skorzystać?). Przez następną godzinę moczę się w podgrzewanej basenowej wodzie lub siedzę w saunie. Wreszcie pora spać.

 

Dzień II:

 

Drugi dzień zaczyna się leniwie (zabiegi dopiero wieczorem). Pogoda zmienna więc nie korzystamy z darmowych rowerów. Krótki spacer po zamkowym parku, kąpiel w basenie, obiad i czas jakoś mija.

Schodzę do SPA. Zaczynam od body toningu. W pomieszczeniu kapsuła SPA. Ja już tradycyjnie w szlafroczku i stringach. Sympatyczna Pani zaczyna od nałożenia peelingu na całe ciało. Przez następne pięć minut leżę w kapsule ustawionej na "parówkę". Po spłukaniu nałożenie preparatu tonizującego i kolejne 20 minut parówki. Przyjemne ciepło sprawia, że po raz  kolejny odpływam :)

Wreszcie ostatni zabieg – "Hydra" na twarz. Peeling, masaż, wreszcie maseczka z Alg i kremik odżywczy. Koniec.

Następnego dnia wyjeżdżam odmłodzony i piękniejszy. Nareszcie wiem, co kobiety widzą w SPA.

Za rok pojadę znowu do SPA. Znowu zrobię sobie dobrze.

1 gwiadka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (3 głosów, średnio: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

Bartek is
Email this author | All posts by Bartek

Zobacz podobne posty :

Jeden komentarz to “Zamek Kliczków, czyli facet w SPA”

  1. Avatargosia
    1

    Najbardziej byłam zaskoczona faktem, że w łazience był kibelek :O Ciekawe, co byśmy zrobili bez… Hihi :P

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

>
LIST--> >
Szukaj nas w katalogach: