Naglowek

carmenclick.com

Robin of Sherwood

By gosia • sie 23rd, 2008 • Category: Kinomaniacy

Nothing is forgotten”. Myśl przewodnia całego serialu, powtarzająca się jak refren w pierwszych dwóch sezonach i powracająca jak echo w sezonie trzecim. Historia Robina w Kapturze została mistrzowsko opowiedziana przez Richarda Carpentera. Rzecz dzieje się w XII-wiecznej Anglii, rządzonej przez króla Ryszarda Lwie Serce, który jednakże zajęty jest głównie krucjatami. W kraju de facto panuje więc bezkrólewie. Panoszą się możnowładcy. A lud żyje w biedzie, gdyż większość wypracowanych dóbr pochłaniają podatki na wojny króla. W Nottingham, niedaleko lasu Sherwood, władzę sprawuje okrutny i dbający tylko o własne interesy Szeryf de Reinault. Krwawo tłumi rebelię w wiosce Loxley, zabija przywódcę rebeliantów – Ailrica, Strażnika Srebrnej Strzały, oddanej mu w opiekę przez Herne’a Myśliwego, Pana Drzew. Strzała jest symbolem saksońskiej Anglii, a chłopi żyją pod rządami Normanów. Szeryf, odbierając Ailricowi Strzałę, ma nadzieję podporządkować sobie zupełnie swych poddanych i zniweczyć wszelkie przejawy ich niezależności. Ailric ratuje jednak swojego syna, który – adoptowany przez młynarza – wychowywany jest nadal w kulcie Herne’a Myśliwego i pamięta o swych korzeniach. Wyrasta na człowieka niezależnego, świadomego zła czynionego przez normańskich panów. Za nielegalne polowanie w lesie trafia do lochów zamku w Nottingham. Czeka go stryczek, nie ma więc nic do stracenia. Obmyśla plan ucieczki i wraz ze współwięźniami dostaje się do Sherwood. Tam spotyka Herne’a Myśliwego, który nazywa go swym synem i tłumaczy, iż świat to miejsce nieustającej walki Światła i Ciemności. Kraj ogarnia Ciemność. Herne powierza mu misję – Robin jest wybrańcem, który ma przywrócić Anglii Światło. Ma stanąć w obronie uciśnionego ludu i stać się jego Nadzieją. I tak z Robina z Loxley syn Ailrica staje się Robinem z Sherwood, Człowiekiem w Kapturze, który wraz z towarzyszami ma odbierać bogatym i oddawać biednym….

O sile tego serialu stanowi przede wszystkim jego magiczna atmosfera. Niepowtarzalny klimat stwarzają zdjęcia tajemniczych, osnutych mgłą zamków, duch anglosaskich legend i mitów, metafizyczna misja Robina, wreszcie tło historyczne i wątki przygodowe, zabarwione również sporą dozą wyśmienitego humoru. Całości dopełnia wspaniała ścieżka dźwiękowa. Najsilniejszym atutem jest jednak obsada. Nie umiem sobie nawet wyobrazić innych twarzy. Ray Winstone jako buntowniczy wywrotowiec Will Scarlet alias Scathlock tworzy najbardziej złożoną postać. Clive Mantle wzrusza jako Little John, poczciwy osiłek o dobrym sercu i prostych myślach. Mark Ryan jako saracen Nasir intryguje swoim znaczącym milczeniem, niesamowicie wywija dwoma mieczami i w dodatku jest nieprzyzwoicie przystojny. Judi Trott jest śliczna jak majowy poranek, a jej Marion jest zarazem delikatna i waleczna, subtelna i odważna, pełna wdzięku i klasy. Peter Llewellyn Williams, najmłodszy aktor w ekipie, dokonuje rzeczy niezwykłej w kreacji Much’a, bo chyba nie jest łatwo zagrać kompletnego półgłowka, nie mając odpowiedniego, aktorskiego wykształcenia i ogromnego talentu. Nickolasa Grace’a uwielbiam za jego cynicznego, inteligentego i okrutnego furiata, jakiego ukazuje nam w postaci Szeryfa z Nottingham. Nieudacznik Gisburne – Robert Addie – to najbardziej groteskowa postać serialu. Wraz z Szeryfem stanowią duet nie do podrobienia. Braciszek Tuck ujmuje sympatyczną, pyzatą buźką, misiowatymi ruchami i błyskotliwym poczuciem humoru. No i Robin – charyzmatyczny Michael Praed. Dla mnie jedyny Robin. Wystąpił w dwóch sezonach serii, później zastępuje go Jason Connery, przed którym postawiono niełatwe zadania zdobycia serc widzów, przyzwyczajonych już do Robina wykreowanego przez Michaela Praed’a. Blondas zdobywa je dość szybko, w pierwszych odcinkach nowej serii, sympatią i miłym uśmiechem. Ale tej imponujacej charyzmy już brak…

Trzeci sezon w ogóle jest mniej udany. Postaci – mimo, że aktorzy pozostali ci sami – są już inne. Niektóre jakby zamieniają się rolami. Szeryf opętany jest chęcią zabicia Robina i od tego wszystkiego głupieje. Znika gdzieś jego cynizm i ironia. Gisburne natomiast niespodziewanie mądrzeje. Zatraca się przez to gdzieś cały komizm sytuacji. Will Scarlet ze zbuntowanego wywrotowca staje się lekko głupawym banitą. Szkoda.

“Robin of Sherwood” to serial mojego dzieciństwa. Powróciwszy do niego po latach przypomniałam sobie wszystkie szarpiące mną wtedy uczucia, gdy z zapartym tchem patrzyłam na przygody Robina. Nienawiść wobec Szeryfa i Gisburne’a. Zachwyt miłością Marion i Robina. Płacz po jego śmierci. A dziś to moja ulubiona scena. “Trzeba mieć wielką odwage, by żyć” – mówi Robin – ” a umieranie jest łatwe”. Jak dobrze to teraz rozumiem…

Robin umiera z godnością – wypuszcza ostatnią, pożegnalną strzałę daleko poza otaczający go kordon ludzi Szeryfa, by pokazać, że – nawet, gdy już nie ma nadziei i nie ma się czym bronić – oni nadal się go boją i wciąż trzyma ich w szachu. Patrzy na Szeryfa, lekko się uśmiecha i skłania głową, jakby mówił: “Wygrałeś. Wygrałeś tę bitwę. Ale tylko bitwę, gdyż wojna twa nadal“. Odwraca się, idzie na wzgórze. Otaczają go ludzie Szeryfa. Łamie łuk. Słychać tylko świst strzał….

Jakże musi być niesamowita atmosfera tego serialu, która potrafiła przemówić do dziecka. I jak mocno przemawia do mnie teraz… Robin to bohater mojego dzieciństwa. Ktoś, kim stałam się niepostrzeżenie… Nothing is forgotten. Nothing is ever forgotten. The Arrow… Jestem strażniczką mojej własnej Srebrnej Strzały. Codziennie napinam swój łuk, by nadać mu cel…

1 gwiadka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (3 głosów, średnio: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

gosia is
Email this author | All posts by gosia

Zobacz podobne posty :

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

>
LIST--> >
Szukaj nas w katalogach: