Paryż inaczej
By gosia • sie 6th, 2008 • Category: Highlights, Nasze pasje, PodróżeWiele jest w Europie miast starych i najstarszych, miast o “wyjątkowo dogodnym położeniu”, usytuowanych na “skrzyżowaniach wielkich szlaków komunikacyjnych”. Miast będących siedzibami wielkich władców, sławnych uczelni. Miast, które wydały wybitnych uczonych i artystów, czy też zachowały do dziś wspaniałe zabytki i dzieła sztuki. Paryż stanowi doskonały przykład tej właśnie kategorii miast europejskich, ogniskujących życie i stanowiących jednoczący symbol dla licznego narodu i rozległego państwa, promieniujących przy tym szeroko na kraje sąsiednie. Miasto to należy do ośrodków, które ukształtowały oblicze współczesnej Europy. Paryż to symbol wielkości i bogactwa kultury francuskiej. Tu każdy kamień ma do opowiedzenia jakąś historię.
Paryż od dawien dawna stanowił swoistą Mekkę dla artystów – malarzy, pisarzy, aktorów, którzy przyjeżdżali tu odetchnąć niepowtarzalną atmosferą tego miasta, jaką tworzą jego malownicze dachy, ciche zaułki, wąskie i małe uliczki, majestatyczne pałace i szerokie bulwary, zgiełk i rozmaite wonie. Przyjeżdżali oni tu, zainspirowani klimatem stolicy Francji, aby tworzyć, “oddawać się sztuce”. Dzięki specyficznemu urokowi tej kolebki kultury powstało wiele arcydzieł, które prawie natychmiast stały się bestsellerami o światowym znaczeniu.
Dziś chcę Was zabrać na wycieczkę po Paryżu śladami bohaterów z kilku moich ulubionych książek. Z bogactwa opowiadań i monografii o Paryżu wybrałam trzy pozycje, które dzięki swemu urokowi uplasowały się swego czasu wysoko na czytelniczym rynku. Są to – “Pachnidło” Patricka Susskinda oraz “Spóźnieni kochankowie” i “Werniks” Wiliama Whartona. W każdej z nich ukazane jest inne oblicze Paryża, jego klimat i wartości kulturowe – jednak ukazujące Paryż jako dzieło długiego łańcucha pokoleń, żywe tętno współczesności i zachwycające piękno dawnych czasów, utrwalone w pomnikach minionych stuleci.
Patrick Susskind okazał się mistrzem w swej powieści. “Pachnidło” jest subtelnie i misternie skonstruowaną historią pewnego człowieka, żyjącego w Paryżu w XVIII stuleciu. Główny bohater jest mężczyzną o bardzo wrażliwym zmyśle powonienia i za jego pomocą poznaje otaczający go świat zapachów. Dzięki temu “zabiegowi” pisarza jest nam dane poznać XVIII-wieczny Paryż od strony innej, niż przywykliśmy – mianowicie od strony “zapachowej”. W epoce, o której mowa, miasta wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi współczesnych, odór” “…ulice śmierdziały łajnem, podwórza śmierdziały uryną, klatki schodowe śmierdziały przegniłym drewnem i odchodami szczurów, kuchnie – skisłą kapustą i baranim łojem; w niewietrzonych izbach śmierdziało zastarzałym kurzem, w sypialniach – nieświeżymi prześcieradłami, zawilgłymi pierzynami i ostrym, słodkawym odorem nocników (…) A najbardziej śmierdziało w Paryżu, bowiem był on największym miastem Francji, najsmrodliwszym zakątkiem całego królestwa”. Susskind bardzo wyraziście oddaje wszelkie wonie, jakie gromadziły się w ówczesnym Paryżu : “…ludzie śmierdzieli potem i niepraną garderobą, z kominów buchał smród siarki, z garbarni smród żrących ługów, z rzeźni smród zakrzepłej krwi. Śmierdziało od rzeki, na placach, w kościołach, śmierdziało pod mostami i w pałacach. Smród zgoła infernalny panował pomiędzy ulicami aux Fers i de la Ferronnerie, mianowicie na Cmentarzu Niewiniątek”. Pisarz tłumaczy, iż na owym cmentarzu przez 800 lat chowano zmarłych ze szpitala Hotel-Dieu i z okolicznych parafii. Przez cały ten czas odór rozkładających się ciał wtapiał się w świat zapachów Paryża i pozostał w nim, nawet gdy później zlikwidowano cmentarz, kości umieszczono w katakumbach Monmartre’u, a w tym miejscu urządzono targowisko. Setki i tysiące zapachów tworzyły niewidoczną mgłę, która wypełniała sobą kanały ulic, szczególnie w dzielnicy Saint-Jacques-de-la-Boulerie, która w owym czasie stanowiła największe skupisko paryskiej biedoty.
Susskind z ogromnym wyczuciem i wrażliwością na otaczający nas świat zapachów przedstawił obraz XVIII-wiecznego Paryża, “miasta-pachnidła”, zbiornika rozmaitych woni. Nie jest to Paryż piękny, jaki znamy z innych opisów. Tutaj ukazuje zupełnie inne oblicze, nieco przerażające, ale pachnące nader oryginalnie i intrygująco.
W zupełnie innym świetle przedstawił Paryż Wiliam Wharton. W obu jego powieściach głównymi bohaterami są malarze. Patrzymy więc na miasto ich oczami i smakujemy ogromną malowniczość i zachwycające piękno współczesnej stolicy europejskiej kultury w pełnym tego słowa znaczeniu.
Obaj artyści zadają sobie to samo pytanie – kiedy Paryż jest najpiękniejszy – i obaj dochodzą do tego samego wniosku, iż nawet nie ma sensu o to pytać. Bowiem Paryż jest najpiękniejszy o każdej porze dnia i w każdej porze roku ma on swój szczególny czar. Rano – gdy zaczyna się sprzątanie, zamiatanie, wywożenie śmieci. Paryż budzi się. Otwierają się pierwsze kafejki. Metro i wielkie dworce każdego ranka wyrzucają tłumy zaludniające miasto, urzędy, banki i sklepy, ożywiające parki, ogrody miejskie i wielkie bulwary: “…w Paryżu mamy wczesną wiosnę. Kasztany dopiero wypuszczają liście, miękkie młode listki ledwo wyklute z pączka, jeszcze żadnych kwiatów. Słynna piosenka mówi o kwietniu w Paryżu, o kwitnących kasztanach… W tej chwili słońce świeci jasno, rozświetla szczyty cudownych paryskich chmur, takich jakie malowali impresjoniści, jakich nigdzie indziej nie widziałem…”. Nocny Paryż to znów rozświetlone bulwary, neony kin, teatrów i kabaretów, mrugające światła nieprzerwanie płynącej rzeki samochodów na Polach Elizejskich. Nocny Paryż to tysiące świateł odbijających się w połyskliwej Sekwanie, to pełne ludzi restauracje i kawiarnie Lecz również układające się do snu metro, które jest schronieniem paryskich kloszardów. Służące codziennie za przytułek wielu istotom zagubionym w anonimowości wielkiego miasta.
Jak większość metropolii Paryż ma także swoją rzekę i swoje osobliwości. Każdego, kto po raz pierwszy tu przyjeżdża, urzekają paryskie dzwony, bijące co godzinę, zwiastujące porę jakże waznego francuskiego “dejeuner”: “…przy tych słowach zaczynają bić dzwony Saint-Germain-de-Pres, piękny, głuchy, święty ton. Pierwsze nuty, a potem coraz prędsze crescendo ogromnie podnoszą na duchu. Paryż nauczył mnie kochać dzwony. Słyszę, jak nieopodal odzywają się te z Saint-Sulpice – jeszcze dźwięczniej witają południe (…)”. Bohater powieści “Spóźnieni kochankowie” w liście do swej żony mieszkającej w Ameryce w sposób iście malarski opisuje Paryż: “…ze wschodu na zachód przepływa przez Paryż Sekwana. W środku miasta rzeka rozdziela się, tworząc dwie wyspy – Cite i Świętego Ludwika. Tutaj bije serce miasta, tu narodził się Paryż i stąd rozciąga się na oba brzegi Sekwany. Miasto rosło i na każdej dzielnicy odcisnęło piętno róźnych epok kultury, sztuki, myśli. Istnieje więc Paryż królów, Paryż Republiki, Paryż luksusowych dzielnic mieszkaniowych, Paryż artystów, cyganerii i uniwersytetów”.
Malarz z “Werniksu” jest wolny jak ptak. Spędza całe dnie jeżdżąc motocyklem po Paryżu. Zatrzymuje się tu i ówdzie, by malować obrazy. Wieczory spędza w urokliwych kawiarenkach w Dzielnicy Łacińskiej, dzieląc się z przyjaciółmi swymi wrażeniami i spostrzeżeniami: “…Paryż przywodzi na myśl symetryczne kompozycje klasycystycznych obrazów. Eleganckie bulwary sąsiadują z kretymi uliczami, stare z nowym, szlachetne z pospolitym. Dzięki tej doskonałej mieszaninie Paryż jest idealnym miastem dla pieszych, miastem, w którym człowiek nigdy się nie nudzi”.
Kończąc to osobliwe zaproszenie do zwiedzania Paryża mam nadzieję, iż udało mi się chociaż pokrótce przedstawić, że jest to miasto mające własną osobowość, własne oblicze, charakter i duszę. Przede wszystkim ma jednak w sobie coś takiego, że każdego chwyta za serce. Paryż to żywy organizm, kształtujący się przez stulecia dzieki własnej wewnętrznej sile. Zawsze otwarty na wpływy z zewnątrz, które przyswaja i przerabia na swój szczególny, paryski sposób.
Tagi: europa, paryż, podróże, wycieczka
gosia is
Email this author | All posts by gosia








